Category Medycyna

Geneza lęku społecznego u chorych na schizofrenię

Dla przedchorobowej historii życia przyszłych schizofreni- ków zjawiskiem typowym jest mały udział w grupach zabawowych. Wskutek tego przyszły chory nie tylko dysponuje mniejszym zasobem potencjalnych struktur czynnościowych interakcji z otoczeniem społecznym, ale jest też mniej przygotowany do pokonywania własnego lęku. Często u przyszłych chorych na schizofrenię obserwuje się lękowe nastawienie do życia. Łatwo przyjmują postawę wycofującą, gdy trzeba wejść w otaczający świat, zwłaszcza w świat społeczny. Boją się nowych ludzi, nowego środowiska. Z jednej srony mają już dość środowiska rodzinnego, chcieliby uwolnić się z jego więzów, z drugiej strony boją się panicznie wyjść poza jego granice. Stąd bierze się ambiwalentne nastawienie do rodziców, typowe u chorych na schizofrenię.

więcej

Lęk tkwiący w środowisku macierzyńskim

Nie jesteśmy w stanie poznać, w jaki sposób kształtują się pierwsze formy spostrzegania otoczenia społecznego, a więc przede wszystkim, jak małe dziecko odbiera swą matkę. Można jednak z pewnym prawdopodobieństwem domyślać się, że obraz jej ma cechy nieskończoności, tajemniczości i wszechmocy, a więc w pewnym przynajmniej stopniu przypomina obraz otoczenia społecznego, jaki wytwarza się w schizofrenii. W obu bowiem wypadkach obraz drugiego człowieka tworzy się na bazie pierwszej fazy metabolizmu informacyjnego, a jej znakiem jest nieskończoność.

więcej

Struktura rodzinna

Od przeszło ćwierćwiecza wiele uwagi w piśmiennictwie psychiatrycznym poświęca się analizie struktury rodzinnej, a zwłaszcza postaci matki przyszłych chorych na schizofrenię. W różny sposób, przeważnie niezbyt pochlebnie, opisywano matkę przyszłego schizofrenika. Należy zaznaczyć, że w miarę postępu badań nad tym zagadnieniem opisy stawały się stopniowo coraz łagodniejsze i dziś już na ogół nie straszy nas obraz schizofrenogennej matki, swego rodzaju „potwora”, zimnego, władczego, często nienawidzącego swego dziecka. Również ojciec nie zawsze jest taki bezradny i marginesowy, jak go początkowo przedstawiano. W badaniach psychiatrycznych często sprawdza się przysłowie: „gdy kto chce uderzyć psa, to znajdzie kij”. Psychiatra zawsze potrafi doszukać się patologii w badanym przedmiocie. Nie należy zapominać o tym, że nie ma środowiska „dobrego”, tzn. takiego, w którym nie działałyby żadne szkodliwe czynniki. Każde środowisko jest dobre i złe zarazem. Zresztą idealnie „dobre” środowisko okazałoby się może najbardziej szkodliwe, gdyż nie przystosowywałoby ustroju do walki, obrony, wysiłku. Ta ogólna zasada, odnosząca się do każdego środowiska, stosuje się też do tego środowiska, które w życiu człowieka odgrywa najważniejszą rolę, tj. do jego rodziny wyjściowej.

więcej

Lęk a samotność

Niepokój nerwicowy na ogół nie zmniejsza się w obecności innych ludzi, często, całkiem przeciwnie, obecność innych działa rozdrażniająco. Jeśli niepokój zmniejsza się w towarzystwie, to dzięki temu, że jest się aktywnym, coś się mówi, robi, a wszelka aktywność rozładowuje napięcie lękowe. Natomiast w ataku lękowym obecność drugiego człowieka zwykle przynosi ulgę: człowiek choć trochę czuje się pewniejszy: już samo poczucie, że ktoś jest obok niego, zmniejsza nasilenie lęku. Samotność jest więc czynnikiem, który w atakach lękowych występuje wyraźnie jako czynnik zwiększający natężenie ataku.

więcej

Rzutowanie się w przyszłość

Nieokreślony niepokój nerwicowy wprowadza nas w zasadnicze zagadnienie życia ludzkiego, mianowicie w zdolność człowieka rzutowania się w przyszłość. Człowiek zresztą, jak każda żywa istota, musi się wciąż mierzyć ze swoją przyszłością. To zjawisko występuje szczególnie ostro, gdyż jest częściowo uświadomione. Człowiek musi mieć odwagę rzucić się w nieznaną „czasoprzestrzeń”, co ułatwia mu fakt, że przeszłość i teraźniejszość są w pewnym stopniu uporządkowane i dzięki temu określony porządek można rzutować w przyszłość. Człowiek jednak musi się czuć mocniejszy niż oczekująca go nieznana przyszłość, musi być przekonany, że ją zwycięży, a nie że sam zostanie przez nią zwyciężony. Inaczej wycofałby się bowiem z kroczenia w przyszłość, tkwiłby w czasie teraźniejszym i przeszłym, przyszłość przedstawiałaby się dla niego w postaci czarnej ściany, tak jak to się dzieje w depresji. W nerwicy sytuacja nie przedstawia się tak dramatycznie: człowiek traci swą pewność przewidywania, drepce w kółko, chwieje się, ale jeszcze ma jakąś przyszłość przed sobą.

więcej

Czas przyszły – kontynuacja

Kategoria przyszłości jest zasadniczą składową wszystkich układów samosterujących, zarówno technicznych, jak biologicznych. Przyszłość w postaci określonego celu jest „wmontowana” w układ: jest to tzw. zaprogramowanie. Dzięki sprzężeniu zwrotnemu układ jest informowany o tym, jak program jest realizowany i zależnie od tych informacji plan może ulegać modyfikacjom. Zaprogramowanie jest jakby przyszłością subiektywną układu, który nigdy w pełni się nie realizuje. By zrealizować swój plan, układ musi pokonać różnego rodzaju opory otoczenia i bezładność istniejącą w samym układzie, toteż zawsze istnieje rozbieżność między tym, co zaplanowane, a tym, co wykonane. Obok więc przyszłości subiektywnej istnieje przyszłość obiektywna, a więc już nie plan, ale to, co naprawdę się stanie.

więcej

Myśl Kępińskiego

Sojusznikiem w tej potrzebie może być – jak mówi Kępiński – inny, również wrodzony nam odruch, który jest ukierunkowany na ochronę trwania gatunku. Dzięki tej dyspozycji powściąganie ucieczki-agresji może być spontaniczne, znajduje oparcie w instynkcie. Uspołecznieniu ludzkich reakcji towarzyszy zaś przeżycie sympatii.

więcej

Dzieło Kępińskiego

Drugą okolicznością, która działała na korzyść odbioru dzieła Kępińskiego, był moment historyczny. Doktryny na temat społeczeństwa i człowieka, które miały w Polsce status obowiązujący, przynajmniej w swej wersji ortodoksyjnej, nie znajdowały już wówczas, na początku lat siedemdziesiątych, żadnej wiary i nie miały już niemal obrońców. Niemniej przeto cenzura nie pozwoliła uprzątnąć ich szczątków, podtrzymując ich pozorne istnienie. Krępowało to swobodę wypowiedzi, gdyż frontalna ich krytyka była niemożliwa. Stąd też dość szerokie rzesze czytelnicze były bardzo wyczulone na autentyczne głosy humanizmu. Prawdopodobnie publiczności tak spragnionej nie będzie już w czasach postkomunistycznych. Książki Kępińskiego pojawiały się pod znakiem swoistego heroizmu ich autora oraz nonkonformizmu pokonującego bariery. Okoliczności te pasowały Kępińskiego na swego rodzaju guru. Dla nowych czytelników są to w części sprawy nie znane, inne zaś (jak efekt cenzury) blakną bardzo szybko w pamięci.

więcej

Nierozerwalność ustroju i jego czasoprzestrzeni cz. II

Sygnał lękowy, który stanowi jedno z ważnych biologicznych powiązań ustroju z otaczającym go środowiskiem, rozpatrywany w całości czasoprzestrzennej nie jest czymś tak dziwnym jak wtenczas, gdy rozpatruje się go w dwóch oddzielnych układach: podmiotu i przedmiotu. Nie trzeba wówczas wykrywać znaczenia sygnału przychodzącego z zewnątrz, tkwi on bowiem w tej samej czasoprzestrzeni, należy w tym samym stopniu do ustroju, co do otaczającego go środowiska. Nie trzeba się zastanawiać, jak zareagować na sygnał, bo reakcja jest ściśle z sygnałem związana. Część tych powiązań tworzy się w ciągu ontogenezy (odruchowość warunkowa), a część w ciągu filogenezy. Niektóre sygnały zagrożenia działają u wszystkich jednostek danego gatunku, i w znacznym stopniu są niezależne od historii ich życia.

więcej

Ambiwalentne nastawienie do śmierci i do choroby psychicznej

Nastawienie uczuciowe do śmierci u człowieka nie jest jednoznaczne: człowiek boi się śmierci, ale też śmierć go pociąga. Pociąga go nadzieja uwolnienia się od wysiłku życia, nadzieja pełnego złączenia się z otaczającym światem, zatracenia swej indywidualności: ludzi głęboko wierzących może pociągać pragnienie złączenia się z bóstwem. Analogicznie, nastawienie do choroby psychicznej jest także ambiwalentne: człowiek boi się jej, ale zarazem tęskni za szaleństwem, za oderwaniem się od wspólnego świata jasnego dnia, tęskni za nocą tajemnicy, nieznanego, ekstazy, spazmów rozkoszy, sennych majaków, za tym wszystkim, co w nim samym jest nie znane i nie zbadane, a jednak, jak odczuwa, najbardziej własne.

więcej

Zbliżenie do śmierci wywołuje uczucie lęku

Między żywym ustrojem a jego środowiskiem istnieje ścisła zależność. Środowisko przedstawia zawsze dla ustroju szereg niebezpieczeństw, liczba ich jednak i natężenie nie mają wartości obiektywnej, zależą od dynamiki ustroju. Im dynamika większa, tym bardziej maleją zewnętrzne niebezpieczeństwa, a gdy dynamika słabnie, wówczas automatycznie wzrasta zagrożenie ze strony otoczenia. Wydaje się, że ten brak obiektywności w ocenie niebezpieczeństw tkwiących w środowisku jest w sprzeczności ze zdrowym rozsądkiem, niemniej rzuca on światło na problem nierozerwalności związku ustroju ze środowiskiem.

więcej

Obraz naszej osoby wytworzony przez otoczenie

Własny obraz jest oparty na strukturze czasowej, na tym jakimi chcielibyśmy być i jakimi widzimy siebie we wspomnieniu. Obraz naszej osoby wytworzony przez otoczenie oparty jest przede wszystkim na strukturze przestrzennej. Tworzy się z tych sygnałów, które zostały przez nas w otoczenie wyrzucone.

więcej

Lęk społeczny – dalszy opis

Nie potrafimy na razie odpowiedzieć, co wpływa na to, że u jednych ludzi już od wczesnego okresu rozwoju przeważa postawa „do”, a u innych „od” otoczenia. U zwierząt, jak się zdaje, też można od wczesnego okresu rozwojowego obserwować różnice w poziomie postawy „do”, nie są one jednak tak wyraźne jak u człowieka, na ogół przeważa u nich postawa „do”. We współczesnej psychiatrii dominuje pogląd, że przyszli schizofrenicy są delikatniejsi i drażliwsi, wskutek czego czynniki patologiczne tkwiące w środowisku rodzinnym łatwiej wywołują u nich wycofywanie się z kontaktów z otoczeniem. Nie wiadomo jednak, na czym ma polegać ta genetycz- nie uwarunkowana większa drażliwość przyszłych chorych na schizofrenię.

więcej

Nowa filozofia chorób psychicznych

Taki mniej więcej był pooświeceniowy „dyskurs” na temat chorób psychicznych aż do wczoraj. Dopiero od kilkudziesięciu lat rewidowany jest tak silnie, że zaczynają występować zmiany paradygmatu. Oczywiście nie oznacza to powrotu do wyobrażeń i praktyk, które ów „dyskurs” poprzedzały. Nie powróciło na przykład demonologiczne traktowanie psychoz, a medycyna nie wyrzekła się właściwych sobie ambicji. Zmiana zapewne podstawowa zdaje się polegać na uznaniu, że odnosząc się do psychicznie chorych nie można uważać ich przeżyć wyłącznie za symptomy, że należy przyjmować je jako fakty egzystencjalne, które należą do kategorii powszechnych zjawisk życia ludzkiego. Jak mniema się dzisiaj, po to by idea dopomożenia chorym miała najmniejsze choćby szanse realizacji, nie można pozbawiać ich kontaktów społecznych, a przede wszystkim nie wolno zabierać im związków uczuciowych z innymi ludźmi. Stąd biorą się rozmaite formy złagodzenia czy wręcz zniesienia izolacji, od przywrócenia klamek po zewnętrznej stronie drzwi szpitalnych pokoi, aż po praktykę pozostawiania psychotyków w ich własnym otoczeniu przy zapewnieniu kontroli lekarskiej i przy odpowiednim urabianiu osób, które pozostają z chorymi w codziennych związkach.

więcej

Przestrzeń indywidualna i wspólna cz. II

Gdy lęk przed wspólną przestrzenią weźmie górę, jak to się dzieje np. w schizofrenii (izolacja od otoczenia, autyzm, występujące zazwyczaj jeszcze przed wybuchem ostrej psychozy), zamknięte w przestrzeni struktury czynnośiowe zostają w sposób dramatyczny wyrzucone na zewnątrz. Świat wypełnia się wizjami, które dostały się z wnętrza na zewnątrz. Po tej erupcji świata własnego zostaje nieraz pustka, gdyż nie można już wrócić do wspólnej przestrzeni.

więcej